Rozdział 2

 Rozdział 2: Spotkanie Watahy

Borys

Kiedy wszedłem do głównego domu, sala była już pełna wilkołaków. Wszyscy wpatrywali się w alfę, który stał na podwyższeniu przed wszystkimi. Napiąłem mięśnie, próbując ukryć zdenerwowanie. To było moje pierwsze spotkanie całej Watahy, na którym miały zostać omówione przydziały patroli i nowe restrykcje dotyczące bezpieczeństwa. Wiedziałem, że moje oczekiwania były ogromne.


Stałem obok jednego z krzeseł, kiedy mój wzrok nagle padł na dziewczynę, która wpadła do sali tuż przed rozpoczęciem spotkania. Włosy miała kruczoczarne, oczy niebieskie jak niebo, a jej delikatna twarz wydawała się być przyciągająca jak magnes. Była piękna, więcej niż to, co widziałem w większości wilków. Od razu rozpoznałem w niej swoją partnerkę. Odwróciłem się do mojego przyjaciela Piotrka, który stał obok mnie.


- Piotrek, kim jest ta dziewczyna? - zapytałem cicho, starając się znaleźć w jej spojrzeniu jakiś znak oraz poczucie znajomości.


Piotrek spojrzał na mnie i wzruszył ramionami. - To Vivian. Ale nie licz na to, że będziesz z nią spędzał wieczory przy ognisku. Ma dość... niefortunny status w naszym stadzie.


-Co masz na myśli? - próbowałem dowiedzieć się więcej, ale Piotrek zamilkł, odwracając wzrok.


Jednak chciałem wiedzieć więcej. Gdy spotkanie dobiegało końca postanowiłem jeszcze pociągnąć Piotrka za język. Byłem zdesperowany, aby odkryć tajemnicę tej dziewczyny, która wzbudziła we mnie takie zainteresowanie.


-Piotrek, musisz mi pomóc. Kim jest Vivian?


Przyjaciel zmarszczył brwi i po chwili refleksji odpowiedział: -Vivian pochodzi z bardzo wpływowego rodu w naszym stadzie. Jest jednak uważana za... trędowatą.


-Trędowatą? Dlaczego?


Piotrek spuścił wzrok na podłogę, nieśmiało drapiąc się po głowie. 

-Już dawno przekroczyła wiek, w którym zmiennokształtni przemieniają się w wilki. Sam zresztą wiesz, że następuje to między trzynastymi, a szesnastymi urodzinami, a Vivian ma już podobnie jak my osiemnaście lat. Starsi twierdzą, że jest to co prawda naprawdę rzadkie zjawisko, jednak było zanotowanych kilka takich przypadków w historii, niestety kończyły się nieciekawie dla takich osób. To cud, że ta biedna dziewczyna jeszcze żyje.


Te słowa odbiły się we mnie jak bicze. Nie mogłem pojąć dlaczego akurat mi się trafiła partnerka bez wilka. Miałem mieszane uczucia. Z jednej strony byłem podekscytowany, że w końcu spotkałem swoją partnerkę, a z drugiej strony wiedziałem, że stado odrzuci ją jako kolejną lunę, a w efekcie może dojść do buntu w stadzie w końcu byłem synem alfy i wszyscy wiedzieli, że jestem następny w kolejce do przejęcia roli przywódcy. Dlatego wiedziałem co muszę zrobić.

Gdy spotkanie dobiegało końca, odważyłem się podejść do Vivian i zaprosić ją na krótką rozmowę. Miała w oczach mieszankę niepewności i nadziei.

-Witaj Vivian. - powiedziałem, starając się nie okazywać żadnych emocji.


Ona spojrzała na mnie, a w jej oczach było coś jak smutek i tęsknota. -Cześć, Borys.- rzekła cicho, nieśmiało ściskając swoje dłonie.


Musiałem być silny. -Vivian, czuje to, że jesteś moją partnerką życiową, ale... ze względu na twoją niezdolność do przemiany, nie mogę być z tobą jako partner.


Vivian wzdrygnęła się, jakby została trafiona przez ostrze noża. Jej oczy wypełniły się łzami, ale próbowała je powstrzymać. -Rozumiem, Borys. Nie chcę cię powstrzymywać od osiągnięcia twoich celów. Chciałabym tylko, abyś wiedział, że zawsze będę cię wspierać.- powiedziała cicho.

I choć czułem ból w moim sercu, niezachwiane postanowiłem: - Nie potrzebuję twojego wsparcia. Oficjalnie odrzucam cię jako moją partnerkę.- w momencie wypowiedzenia tych słów poczułem jakby coś rozdzierało mnie od środka, które powoli zaczynało maleć i zdałem sobie sprawę, że nie czuję już żadnego przyciągania do dziewczyny stojącej przede mną. Dokonało się. Dlatego postanowiłem kontynuować- Jesteśmy wolnymi istotami, Vivian. A ja zamierzam być alfa, który zapewni tej watasze bezpieczeństwo i osiągnie naszą prawdziwą potęgę. Nasze drogi muszą się rozejść.


Jej oczy były pełne smutku, ale nie było już miejsca na żadne dalsze rozmowy. Odwróciłem się i wyszedłem z sali, nie oglądając się za siebie.


To spotkanie było punktem zwrotnym w moim życiu. Odkryłem, że muszę podjąć trudne decyzje dla dobra watahy, nawet jeśli oznacza to zranienie innych. I może zadawać sobie pytanie, czy moje serce jest tak twarde jak beton, ale wiedziałem, że jestem na drodze, którą muszę podążać, by osiągnąć nasze wspólne cele.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rozdział 5

Rozdział 3