Rozdział 7
Rozdział 7:
Lukas
Lukas pojechał po lekcjach po swoją siostrę Samantę pod szkołę.
Ostatnio dużo rzeczy związanych z zarządzaniem watahą zaprzątało mu głowę. Szczególnie ta dziewczyna, choć spędził z nią tylko jedną noc w hotelu to nie mógł o niej zapomnieć. Ba i na głowie miał jeszcze to, że zgodził się na przyjęcie do stada nową dziewczynę, którą będzie musiał wieczorem oficjalnie wprowadzić do stada. Gdyby nie to że to siostrzenica Violi, najlepszej przyjaciółki jego matki to by odmówił.
Przyjechał pod szkołę jeszcze przed dzwonkiem kończącym wszystkie zajęcia. A ponieważ dzień był dość ciepły jak na tę porę roku postanowił wysiąść z auta i się o nie oprzeć. Niedługo po dzwonku na parking zaczął wylewać się tłum ludzi. Zauważył że ze szkoły wyszła właśnie jego siostra Samanta, a koło niej szła nowa uczennica- Vivian, poniekąd miał nadzieję, że znaczy nową dziewczynę przed oficjalnym wprowadzeniem jej do stada. Jednak nie mógł uwierzyć własnym oczom była to dziewczyna, którą poznał w klubie i z którą spędził noc na najlepszym seksie w jego życiu. Dziewczyna o której od kilku dni nie mógł zapomnieć . Lukas od razu ucieszył się na jej widok. Jednak Vivian gdy tylko go zobaczyła od razu szybko pożegnała się z grupą nowych znajomych i udała się w przeciwnym kierunku. Lekko rozczarowany Lukas czekał na siostrę.
- Cześć Lukas! - zawołała Samanta, podchodząc do auta.
- Hej, siostrzyczko - odpowiedział Lukas, uśmiechając się szeroko. - Jak się dzisiaj miałaś w szkole?
- Dobrze, dziękuję. A ty jak się czujesz? - zapytała Samanta, wsiadając na przednie siedzenie.
- Trochę zmęczony, ale ogólnie ok - odrzekł Lukas, zamykając drzwi. - Mam trochę spraw na głowie, ale nie będę cię tym męczył.
Samanta spojrzała na brata z troską. Była trochę młodsza od niego, ale zawsze dbała o niego, jak tylko mogła. Wiedziała, że zarządzanie watahą było dla niego dużym wyzwaniem, szczególnie od momentu, kiedy zmarł ich ojciec i Lukas stracił swoją towarzyszkę Sofię. Samanta była bardziej podobna do niego - oboje mieli stosunkowo podobne cechy charakteru i temperament.
- Jeśli chcesz, możemy porozmawiać o tym - powiedziała delikatnie. - Może będę w stanie ci pomóc.
Lukas spojrzał na nią z wdzięcznością. Ona zawsze była tam dla niego, gotowa wysłuchać i udzielić rady. To było jak najlepsze lekarstwo dla jego duszy.
- Dzięki, Sam - szepnął cicho, uspokojony obecnością siostry. - Może rzeczywiście warto, żebym się z tobą podzielił tym, co mnie martwi.
Podczas powrotu do domu, Lukas opowiedział Samancie o swoich zmartwieniach związanych z zarządzaniem watahą. Opowiedział jej o trudnościach, które napotkał i o tym, jak bardzo potrzebował wsparcia. Jednak sprawę tajemniczej nieznajomej, która okazała się być nowym członkiem stada, postanowił zatrzymać dla siebie.
- Wiem, że to niewygodne, ale musisz nauczyć się prosić o pomoc - powiedziała Samanta, delikatnie i niestrudzenie wnikała w słowa brata. - Nie jesteś sam w tej walce. Masz w sobie moc, Lukas, ale czasem musisz po prostu uwierzyć, że inni mogą ci pomóc.
Lukas głęboko zastanowił się nad tymi słowami. Wiedział, że Samanta ma rację. Musiał nauczyć się polegać na innych, zwłaszcza kiedy miał tak wiele na głowie.
Po powrocie do domu Lukas usiadł przy biurku w swoim gabinecie, otworzył laptop i zaczął przeglądać dokumenty dotyczące watahy. Wiedział, że szybko musi podjąć niektóre decyzje, a czas gonił.
Nagle usłyszał stukanie w drzwi. Spojrzał na zegarek i zaskoczony zauważył, że minęło już kilka godzin od momentu, gdy wrócili do domu. Przez chwilę był w stanie się skupić tylko na swoich zadaniach, całkowicie zapominając o otaczającym go świecie.
- Lukas, jestem! - zawołała Samanta, wchodząc do jego pokoju.
- Och, przepraszam, zatraciłem się w myślach - wyznał Lukas, widząc zmartwienie na twarzy siostry. - Co się dzieje?
Samanta pokazała na drzwi, za którymi stała pewna młoda dziewczyna.
- To Vivian, siostrzenica Violi - wyjaśniła. - Przyprowadziłam ją tutaj, tak jak obiecałem.
Lukas wstał z krzesła i spojrzał na Vivian, która delikatnie się uśmiechnęła. Była równie piękna jak wcześniej, nadal przyciągająca jego uwagę.
- Cześć Lukas - szepnęła cicho, łapiąc jego spojrzenie.
Nagle wszystko zniknęło. Pozostał tylko Lukas i Vivian, otoczeni ciszą i chaosem jednocześnie. W jego sercu budziła się jakby długa utajona rzeka, czekająca na swoją kolej.
- Cześć Vivian - odezwał się zanim zdążył zastanowić się nad tym, co właśnie powiedział. - Miło cię widzieć. Naprawdę.
Vivian uśmiechnęła się szeroko. Ich spojrzenia spotkały się w powietrzu i na moment przestali pamiętać o wszystkim, co ich otaczało. Teraz byli tylko oni dwoje - Lukas i Vivian, gotowi podjąć wyzwanie, jakie życie przed nimi postawiło.
Komentarze
Prześlij komentarz